Z prasy

Adiunkt marzy o butelce wina
poniedziałek, 06.10.2014
Z pensji powinienem pojechać z dziećmi na wakacje, kupić sobie powieść, pójść do teatru, do filharmonii. A oszczędzam na książki do pracy. Górnik nie kupuje kilofa z wypłaty. Agnieszka Kublik rozmawia z młodymi naukowcami o tym, co zrobić, żeby uniwersytet znów był uniwersytetem

więcej na stronie http://wyborcza.pl/magazyn/1,140955,16749041,Adiunkt_marzy_o_butelce_wina.html#TRwknd#CukGW

Angela Merkel wzywa Niemców do walki z antysemityzmem
poniedziałek, 15.09.2014
Kanclerz Niemiec Angela Merkel wezwała swych rodaków do zwalczania antysemityzmu. W wielkim zgromadzeniu przeciwko antysemityzmowi przed Bramą Brandenburską w Berlinie pojawiły się tego dnia tysiące ludzi.

Walka z antysemityzmem jest naszym obowiązkiem - mówiła Angela Merkel do zgromadzonych, którzy przyszli na zorganizowany przez niemiecką społeczność żydowską wiec w reakcji na narastające akty antysemityzmu w Europie.
- Życie wspólnoty żydowskiej jest częścią naszego życia; jest częścią naszej tożsamości i naszej kultury - mówiła Merkel nagradzana brawami. - Chcemy, aby Żydzi czuli się w Niemczech bezpiecznie. Powinni czuć, że ten kraj jest naszym wspólnym domem, w którym, jak wszyscy ludzie, którzy tu mieszkają, mają dobrą przyszłość - zaznaczyła. Kanclerz wskazała, że to "prezent" dla Niemiec, iż obecnie mieszka tu ok. 200 tys. Żydów.
To trzecia pod względem liczebności społeczność żydowska w Europie, zaraz po Wielkiej Brytanii i Francji. W 1933 r. Niemcy zamieszkiwało 560 tys. Żydów, a w 1950 r. - 15 tysięcy - wskazuje AFP.

Według policji pod Bramę Brandenburską przyszło około pięciu tysięcy ludzi. Wśród niemieckich i izraelskich flag widoczne były również transparenty z hasłami: "Przeciwko przemocy i nienawiści. Bezpieczeństwo dla Żydów".

Potępiając "potworną falę nienawiści wobec Żydów", która przetoczyła się "przez cała Europę", przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech Dieter Graumann wyraził ubolewanie, że dochodzi do "ataków na synagogi", a "na niemieckich ulicach słychać antysemickie hasła".

Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów (WJC) Ronald Lauder mówił o zagrożeniu ze strony islamskich ekstremistów oraz innego rodzaju antysemickiej propagandy. - Nie pozwólmy, by ta grupa agitatorów zniszczyła 70 lat dobrej współpracy - powiedział. - Od zakończenia drugiej wojny światowej Niemcy wspierały odrodzenie wspólnoty żydowskiej - podkreślił Lauder.

W wiecu uczestniczył też prezydent Niemiec Joachim Gauck, a także wielu przedstawicieli niemieckiej sceny politycznej - od radykalnej lewicy, przez Zielonych i socjaldemokratów, po konserwatystów. W Berlinie byli obecni również członkowie rządu federalnego oraz przedstawiciele Kościoła katolickiego i protestanckiego.

Od czasu rozpoczęcia na początku lipca izraelskiej operacji w Strefie Gazy w Berlinie i kilku innych miastach w Niemczech odbyły się demonstracje przeciwko polityce Izraela wobec Strefy Gazy. Podczas tych protestów uczestniczy skandowali antyżydowskie hasła. We Francji propalestyńska młodzież regularnie ścierała się z policją; podpalano samochody i zaatakowano synagogi na przedmieściach Paryża.

źródło: WP.pl

Izraelscy cudotwórcy na liście najbogatszych rabinów "Forbesa"
wtorek, 12.06.2012
Na szczycie listy najbogatszych rabinów izraelskiego wydania "Forbesa" znajdują się potomkowie słynnych cadyków i rabinów czyniących cuda. Ich majętni potomkowie sami są biegli w Kabale i uchodzą za cudotwórców - informują we wtorek izraelskie media.

Zestawienie otwiera z majątkiem 1,3 mld szekli (ponad 260 mln euro) rabin Pinchas Abuchacera; jego przodkiem był Baba Sali, sefardyjski rabin i kabalista, którego grób w izraelskim mieście Netiwot jest do dziś miejscem pielgrzymek.

Na liście krezusów znalazł się też inny przedstawiciel tego pochodzącego z Maroka rodu Dawid Hai Abuchacera z majątkiem 750 milionów szekli (154 miliony euro). Na następnych miejscach są rabini aszkenazyjscy: Jaakow Arie Alter (równowartość 71 mln euro), Isachar Dow Rokach (36 mln euro), a także Nir Ben Arci, który zaczynał karierę w ogrodnictwie, ale wkrótce objawił się jego talent czynienia cudów. Jego majątek szacowany jest nieco skromniej - na równowartość ok. 20 mln euro.

"Forbes Israel" poinformował, że najbogatsi rabini zostaną uwzględnieni na ogólnej liście najbardziej majętnych Izraelczyków, która wkrótce ma zostać opublikowana.

Dwory rabinów są zasilane pieniędzmi z wielkich uroczystości, na których zbierane są datki od gości, ze sprzedaży zwojów Tory, amuletów czy błogosławieństw, a także z opłat za porady ekonomiczne i udział np. w uroczystościach weselnych. Wartość tego sektora gospodarki szacuje się na około miliarda szekli rocznie (ok. 200 milionów euro).

źródło: onet wiadomości

Uniwersytet Jagielloński będzie współpracował z Wojskami Specjalnymi
czwartek, 12.04.2012
Wspólne przedsięwzięcia naukowe przewiduje porozumienie podpisane przez Uniwersytet Jagielloński i Dowództwo Wojsk Specjalnych.

Jak poinformował wydział prasowy DWS, porozumienie stwarza warunki do zacieśnienia wzajemnej współpracy żołnierzy Dowództwa Wojsk Specjalnych i kadry dydaktycznej UJ w dziedzinie naukowo-badawczej i dydaktycznej. W umowie wymienia się m. in. takie formy współpracy, jak wspólne badania naukowe, seminaria i konferencje dotyczące bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego, prawa konfliktów zbrojnych czy reagowania kryzysowego. Obydwie strony będą również służyły sobie nawzajem wsparciem eksperckim i doradczym. Porozumienie zawarli w środę w Krakowie dowódca Wojsk Specjalnych gen. bryg. Piotr Patalong i rektor UJ prof. dr hab. Karol Musioł.

Przed żołnierzami i pracownikami Wojsk Specjalnych porozumienie otwiera możliwość podnoszenia kwalifikacji przez kształcenie na wybranych kierunkach UJ. Oficerowie DWS zaangażują się także w proces dydaktyczny UJ jako wykładowcy i eksperci prowadzący zajęcia ze studentami.

Ponadto w Dowództwie Wojsk Specjalnych będą organizowane praktyki studenckie. Szczegółowy plan współpracy będzie wspólnie ustalany na każdy kolejny rok akademicki.

Dowództwo Wojsk Specjalnych już wcześniej organizowało praktyki dla studentów UJ specjalizujących się w problematyce Bliskiego i Dalekiego Wschodu, zwłaszcza takich krajów jak Afganistan, Iran, Irak, Pakistan, Indie i Chiny.

Wojska specjalne funkcjonują jako odrębny rodzaj sił zbrojnych od maja 2007 r. Ulokowanemu w Krakowie Dowództwu Wojsk Specjalnych podlegają jednostki GROM, Formoza, Nil, Agat i Jednostka Wojskowa Komandosów.

Źródło: PAP

Rozwój przez cofanie
poniedziałek, 05.03.2012
Opracowanie przygotowane na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przewiduje, że w roku 2020 udział szkolnictwa wyższego w dochodzie narodowym brutto będzie wynosił 0,9-1 proc. Tyle odnotowano w budżecie w roku 2008. A to zaledwie połowa wielkości zalecanej przez unijny program Europa 2020.

Mamy w Polsce ponad 130 uczelni publicznych i ponad 300 niepublicznych. W minionym roku ich budżet był porównywalny z sumą budżetów dwóch amerykańskich uniwersytetów - Princeton i Harvarda, które kształcą prawie sto razy mniej studentów. Nakłady z budżetu RP na kształcenie jednego studenta są kilkakrotnie niższe niż średnio w Unii Europejskiej i są porównywalne z nakładami w Indiach. I nic nie zapowiada tego, że w najbliższej przyszłości coś się może zmienić.

Uniwersytecka dziura

Mimo triumfalnych oświadczeń resortu nauki o wzroście pieniędzy na naukę i szkolnictwo wyższe okazuje się, że jest całkowicie odwrotnie. Łączne wydatki z budżetu na te dziedziny, liczone w proporcji do PKB, od lat znacząco spadają. W budżecie na 2012 rok jest to 1,06 proc. PKB (bez uwzględnienia środków europejskich), podczas gdy w roku 2008 - 1,16 proc. Biorąc pod uwagę tylko wydatki na szkolnictwo wyższe, spadek ten jest jeszcze większy - z 0,84 PKB w roku 2008 do 0,75 proc. w roku 2012 (też bez pieniędzy z UE).

Wprawdzie podczas prac nad budżetem na rok 2012 sejmowa komisja edukacji, nauki i młodzieży zaproponowała zwiększenie dotacji dla szkolnictwa wyższego o 500 mln zł, między innymi kosztem funduszy przeznaczonych na promocję biopaliw, ale poprawka przepadła. I w komisji finansów, i na plenarnym posiedzeniu.

A tych pieniędzy szkolnictwo wyższe bardzo potrzebowało, między innymi na zasypanie dziur w budżetach szkół wyższych. Jeszcze przed ostatecznym przyjęciem budżetu na 2012 rok Krajowa Sekcja Nauki NSZZ Solidarność szacowała, że zwiększenie składki emerytalnej, przy uwzględnieniu inflacji, doprowadzi do ok. 6-procentowego spadku realnych nakładów na szkolnictwo wyższe. I wszystko wskazuje na to, że nie pomyliła się.

Dotacja dydaktyczna dla uczelni, które podlegają Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jest o 200 milionów niższa niż w ubiegłym roku. A dotacja statutowa, która jest też poważnym źródłem dochodów dla uczelni, pozostała mniej więcej na tym samym poziomie, bez uwzględnienia inflacji. Z tego powodu pod koniec roku może się okazać, że na uczelniach publicznych będzie brakować pieniędzy.

1200 z doktoratem

W 2005 roku płace adiunktów, najliczniejszej grupy nauczycieli akademickich, stanowiły 1,8 średniej płacy w gospodarce narodowej. Na początku roku 2012 znalazły się na poziomie średniej. Pensja profesora to mniej niż dwie średnie krajowe, natomiast asystenta z doktoratem to czasem tylko jej połowa (mowa o pensji zasadniczej - bez trzynastek, nagród jubileuszowych, wysługi za nadgodziny, pieniędzy z grantów europejskich).

Lepiej od nauczyciela akademickiego z doktoratem zarabia niejeden nauczyciel w liceum. I nic dziwnego, skoro kwota bazowa, w oparciu o którą ustala się zarobki, dla szkolnictwa wyższego jest niższa niż dla nauczycieli w oświacie.

W dodatku na uczelniach istnieją kominy płacowe, bo ustawa o szkolnictwie wyższym zniosła wynagrodzenie maksymalne. Ustalane jest tylko minimum - reszta zależy od uczelni, a w praktyce od siły przebicia poszczególnych pracowników.

Ministerstwo rozłożyło podwyżki dla nauczycieli akademickich na kilka lat. Pierwszy etap był już w tym roku, ale dotyczył śladowej liczby uczelni publicznych.

- Były to podwyżki najniższych stawek, tych minimalnych, które są często na poziomie niższym niż minimalne pensje, więc i tak musiały być podniesione. W roku 2013 nastąpi kolejna podwyżka stawek zasadniczych, tym razem odczuje je większa grupa pracowników. I dopiero w roku 2014 wzrost płac będzie dotyczył kilkudziesięciu procent nauczycieli akademickich. Ale średnio prace pracowników na uczelniach będą spadały w porównaniu do średniej pensji w kraju - uważa przewodniczący KSN NSZZ Solidarność, prof. Edward Malec.

W ponadzakładowym układzie zbiorowym pracy dla pracowników uczelni publicznych, przygotowanym przez Solidarność, proponuje się jasny schemat wynagradzania: 3 średnie krajowe dla profesorów, 2 dla adiunktów, dla innych pracowników zatrudnionych na uczelni - średnia krajowa.

Nie bo nie, czyli dialog jak zwykle

Krajowa Sekcja Nauki NSZZ Solidarność przygotowuje spór zbiorowy z minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbarą Kudrycką. Chodzi właśnie o wspomniany wyżej ponadzakładowy układ zbiorowy pracy dla pracowników uczelni publicznych.

Projekt układu regulujący całościowo sprawy związane z pracą na uczelni - m.in. nawiązania i ustania stosunku pracy, normy pracy, przepisy bhp, uprawnienia emerytalne i rentowe pracowników szkół wyższych, uprawnienia związków zawodowych i, rzecz jasna, kwestię wynagrodzeń - leży w szufladzie szefowej ministerstwa już 8 miesięcy. KSN Solidarność przesłała go do minister Kudryckiej w czerwcu ubiegłego roku. Spotkania okołoukładowe były w tym czasie dwa. Rokowania się jeszcze nie zaczęły.

- Pani minister nie chce rozmawiać i szuka różnych wybiegów formalnych. W ubiegłym roku odbyły się dwa spotkania, w lipcu i we wrześniu. Była na nich mowa o terminarzu następnego spotkania albo o tym, czy nasz projekt spełnia wymogi ponadzakładowego układu zbiorowego pracy, czy też nie. My wysyłamy pisma, ministerstwo nie odpowiada. Są tylko jakieś kontakty telefoniczne na szczeblu sekretariatów - wyjaśnia prof. Malec.

Ostatnie pismo Solidarność wysłała na początku listopada ubiegłego roku. Jest to obszerna analiza prawna dotycząca układów zbiorowych pracy, ich zakresu i swobody rokowań. Minister bowiem od początku powtarza, że układ może dotyczyć jedynie spraw płacowych. I żąda ograniczenia zakresu projektu tylko do tych zagadnień.

Lecz gdy Solidarność proponuje, by nie czekając na rozstrzygnięcie sporu, co układ może zawierać, a czego nie, jak najszybciej przystąpić do rokowań w sprawie płacowej części projektu, czyli o tym, co zdaniem minister w układzie może się znaleźć, min. Kudrycka też mówi nie. Bo przygotowała dotyczące tych spraw rozporządzenie (ustawa o szkolnictwie wyższym stanowi, że zbiorowy układ pracy, jeśli zostałby wynegocjowany, to rozporządzenie zastąpi). I tak w kółko.

- W listopadzie 2011 roku Education International, międzynarodowa organizacja skupiająca nauczycieli, wysłała list do premiera w sprawie dialogu społecznego w szkolnictwie wyższym w Polsce. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że premier przekazał list minister Kudryckiej, a ta odpisała nadawcy, że zwróciła się o konsultacje w sprawie układu do resortu pracy. Nas jednak o tym nie poinformowała - mówi wiceszef KSN, Julian Srebrny.

Ostatnio coś jednak drgnęło. Minister nauki zaprosiła "S" na spotkanie, które ma się odbyć 19 marca. Odpowiedzi na pismo z listopada jednak nadal nie ma. Może się więc okazać, iż znowu związkowcy z Solidarności i ZNP usłyszą to samo - że nie ten zakres układu, że najpierw rozporządzenie.

Dlatego KSN w odpowiedzi na propozycję spotkania przypomina minister, że: "Skuteczność negocjacji zależy w dużej mierze od merytorycznego przygotowania się do nich przez partnerów dialogu. Trudno jest być dobrze przygotowanym do rozmów, gdy jedna ze stron unika przedstawienia swojej opinii wraz z uzasadnieniem prawnym. Uważamy, że kolejne spotkania powinny być poświęcone dialogowi o konkretach zawartych w naszym projekcie PUZP, a żeby go skutecznie prowadzić, niezbędne jest poznanie szczegółowego uzasadnienia stanowiska drugiej strony".

Ministerstwo na razie milczy.

Ewa Zarzycka

żródło: biznes.interia.pl


"Szpitalik" przy Niepodległości dla studentów chińskiego
poniedziałek, 27.02.2012
Do wyremontowanego "szpitalika" przy al. Niepodległości przeprowadzą się studenci katedry studiów azjatyckich UAM i uniwersyteccy filmowcy. Nowe sale i laboratoria otwierają też inne poznańskie uczelni.

- Przez kilkanaście lat, jeżdżąc z Winograd do pracy, widziałem jak "szpitalik" marnieje. Wstyd było się przyznać, że budynek należy do nas. W końcu trzeba było go wyremontować - mówi rektor UAM, prof. Bronisław Marciniak.

W czerwcu ubiegłego roku UAM rozpoczął przebudowę zabytkowej kamienicy przy al. Niepodległości 24 (obok akademika "Hanka"). Budynek zwie się "szpitalikiem", bo kiedyś mieścił się w nim studencki szpital. Wczoraj remont kamienicy się zakończył. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dało na to 6,5 mln zł, pozostałe pół miliona dołożyła sama uczelnia. Miejsce znajdą tutaj studenci sinologii, arabistyki, hebraistyki i turkologii.

- Uniwersytet Poznański - zgodnie z wolą ojców założycieli - miał być lokowany wzdłuż al. Niepodległości. Stoją tutaj Collegia: Novum, Maius i Minus, a od niedawna też nowoczesny wydział prawa i administracji. W 1925 r. przy alei powstał dom studencki "Hanka", a obok kamienica według projektu znanego architekta Rogera Sławskiego. Początkowo mieścił się tutaj dom studencki dla studentów medycyny, a potem studencki szpital - opowiada prof. Marciniak.

W latach 90. studenckie przychodnie przeniosły się na ul. Piątkowską, wtedy "Szpitalik" zaczął podupadać, a uniwersyteckie władze zastanawiały się co z kamienicą począć. - Myśleliśmy, czy nie zrobić tutaj hotelu, akademika, a nawet katedry nauk ekonomicznych wydziału prawa. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że przeniesie się tutaj z ul. Międzychodzkiej katedra studiów azjatyckich oraz uniwersyteckie studio filmowe i pracownia e-learningu - wylicza rektor.

Jedną ze studentek, która cieszy się z przeniesienia sal dydaktycznych z Grunwaldu do centrum miasta, jest Julia Frąckowiak. - Od dzisiaj z łatwością dostanę się na zajęcia pieszo lub rowerem. Wcześniej przez kilkadziesiąt minut musiałam przedzierać się przez remontowane rondo Kaponiera i Jana Nowaka-Jeziorańskiego - tłumaczy studentka czwartego roku sinologii, dla której jedyną wadą wyremontowanego "szpitalika" jest brak rowerowych stojaków.

Na co UAM wydał 7 mln zł? Uporządkowanie podwórza i montaż w 3-piętrowym budynku nowej windy, okien, posadzek i podłóg. "Szpitalik" otynkowano, wzmocniono drewnianą konstrukcję dachu i zamontowano odzyskującą ciepło, energooszczędną klimatyzację. Sama bryła budynku się nie zmieniła. Czuwał nad tym miejski konserwator zabytków. Projekt przebudowy powstał w poznańskiej pracowni Home of Houses.

Rewitalizacja "szpitalika" to niejedyna uniwersytecka inwestycja w centrum miasta. UAM odświeżył już elewację i wymienił okna bloku B wydziału neofilologii w Collegium Novum. W tym roku to samo czeka blok A, sukcesywnie odświeżany jest też kompleks budynków przy ul. Szamarzewskiego.

Naukowe gmachy rosną także poza centrum. W kampusie Politechniki na Piotrowie wyrosło Centrum Mechatroniki, Biomechaniki i Nanoinżynierii. - Przestrzeń budynku w 95 proc. jest już zagospodarowana. Do 70 laboratoriów wprowadzają się właśnie specjaliści z różnych naszych wydziałów - tłumaczy rektor PP, prof. Adam Hamrol.

Z kolei od początku lutego do nowego Biocentrum przy ul. Dojazd przenoszą się 4 katedry (biochemii i biotechnologii, łąkarstwa i krajobrazu przyrody, agronomii, genetyki i hodowli roślin) Uniwersytetu Przyrodniczego. Poza laboratoriami w kosztującym 27 mln zł obiekcie znajdą się dwie sale wykładowe, które dzięki mobilnym ścianom można połączyć w jedną, 400-osobową aulę.

Wyposażane są też pomieszczenia stojącego pomiędzy ul. Królowej Jadwigi a Drogą Dębińską nowego budynku poznańskiego AWF-u. Studenci wydziału turystyki i rekreacji, zakładu żywienia i żywności oraz zakładu neurobiologii skorzystają z niego jednak dopiero w przyszłym roku akademickim.

źródło: poznan.gazeta.pl

Będzie kongres hebraistyczny
poniedziałek, 01.08.2011

We wrześniu w Poznaniu odbędzie się kongres hebraistyczny, na który zjadą się profesorowie z całego świata.

Po 30 latach Światowy Kongres Hebraistyczny ponownie zawita do Polski. Gościła go już Warszawa, teraz gospodarzem będzie Poznań, choć część wykładów zaplanowano w Toruniu.

- Dlaczego Poznań? Bo hebraistyka na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza, choć powstała zaledwie trzy lata temu, może pochwalić się obecnie największą liczbą studentów - wyjaśnia Alicja Kobus, przewodnicząca poznańskiej Filii Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce. I dodaje - będzie to wyjątkowy kongres z kilku powodów. Wezmą w nim udział profesorowie z całego świata. W tym roku Światowa Unia Języka Hebrajskiego, która została powołana do sprawowania pieczy nad językiem hebrajskim, obchodzi też 80-lecie swojego istnienia.

To właśnie ta organizacja oraz: Zakład Hebraistyki, Arameistyki i Karaimoznawstwa UAM, którym kieruje Piotr Muchowski, Wyższa Szkoła Filologii Hebrajskiej w Toruniu oraz poznańską gminą żydowską przygotowują kongres.

- Całość koordynuje prof. Sorbony Gideon Kouts - dodaje Alicja Kobus.

Hebraiści spotkają się w Poznaniu w dniach 18-21 września. Patronat honorowy nad kongresem objęli prezydent Poznania i marszałek województwa wielkopolskiego.

- Uroczystość rozpocznie się od koncertu Leny Piękniewskiej w synagodze - informuje A. Kobus. - Później zaplanowaliśmy spotkanie w gminie żydowskiej. A goście będą znamienici. Zaprosiłam już ambasadora Izraela. Przyjedzie córka Szymona Peresa oraz prezydent Światowej Organizacji Syjonistycznej.

W ramach kongresu przeprowadzone będą sesje wykładowe dla profesorów i studentów hebraistyki. Wykład inauguracyjny odbędzie się w Sali Lubrańskiego drugiego dnia kongresu. Część wykładowa prowadzona będzie w języku hebrajskim. Weźmie w niej udział około sześćdziesięciu profesorów, m.in. z Izraela i Stanów Zjednoczonych oraz studenci hebraistyki, których w Poznaniu jest około pięćdziesięciu.

Tematyka wykładów będzie zróżnicowana. Przewodnimi motywami będą zagadnienia związane z twórcami syjonizmu i językiem hebrajskim. - To język wieczny, bo zapisany już w świętych księgach - przypomina Alicja Kobus.

W dużej mierze kongrespoświęcony będzie osobie Zvi Kalishera, rabina urodzonego w Polsce i związanego przez większą część życia z Toruniem. Jego starania o utworzenie państwa Izrael spowodowały, że jest on uznawany za jednego z ojców syjonizmu. Podczas kongresu w Toruniu zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca jego cześć.

- Myślę, że kongres przysporzy Poznaniowi splendoru - uważa A. Kobus. - Obecność tylu autorytetów będzie miała wpływ na postrzeganie nas jako miasta otwartego i europejskiego.

źródło: Głos Wielkopolski

Języki obce wciąż w cenie
poniedziałek, 18.04.2011

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez CBOS, zatytułowanego "Młodzież 2010", wynika, że młodzi uważają znajomość języków obcych za coraz mniejszy atut podczas szukania pracy. Jeszcze w 2003 r. 65 proc. badanych twierdziło, że mają one decydujące znaczenie, w 2010 r. tego samego zdania było już tylko 49 proc. Czy słusznie?

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez CBOS, zatytułowanego "Młodzież 2010", wynika, że młodzi uważają znajomość języków obcych za coraz mniejszy atut podczas szukania pracy. Jeszcze w 2003 r. 65 proc. badanych twierdziło, że mają one decydujące znaczenie, w 2010 r. tego samego zdania było już tylko 49 proc. Czy słusznie?

Kolejną kwestią jest realny poziom znajomości danego języka. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że wpisany w CV język obcy w stopniu komunikatywnym nie zawsze ma przełożenie na praktyczne umiejętności. Wielu z nich decyduje się więc na przeprowadzenie wstępnej selekcji podając treść ogłoszenia w języku, którego znajomość jest niezbędnym kryterium przyjęcia. Drugim etapem jest zazwyczaj zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, podczas której na gorąco sprawdzana jest swoboda z jaką kandydat operuje językiem.

Zarobki poliglotów

Pomimo, że zarówno kandydaci, jaki i pracodawcy zmienili swoje podejście do znajomości dodatkowych języków okazuje się, że wraz ze wzrostem zagranicznych inwestycji w Polsce ich znaczenie zamiast maleć, będzie rosło. Narodowy Bank Polski szacuje, że w 2011 roku wartość napływających do Polskich inwestycji może wynieść nawet 12,7 mld euro, co będzie miało bezpośrednie przełożenie na powstawanie nowych miejsc pracy. Obok możliwości zatrudnienia się w zagranicznej firmie wzrośnie też ilość krajowych przedsiębiorców, które będą z nimi współpracować. W obu przypadkach wymagana będzie znajomość języków obcych. Oczywiście nie wszystkie będą jednakowo poszukiwane, a co za tym idzie finansowo doceniane.- Jak wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez Sedlak & Sedlak w 2010 roku, najbardziej cenionym był język chiński. Ci, którzy znają mowę ojczystą Kraju Środka mogli liczyć na zarobki rzędu 5 234 zł - informuje Milena Semeniuk z portalu wynagrodzenia.pl .

Na drugim miejscu znalazł się język rumuński, który gwarantował pensje wynoszące średnio 4 850 zł. Warto było również uczyć się hebrajskiego - zarobki osób posługujących się tym językiem wynosiły 4 650 zł. Biegła znajomość angielskiego została wyceniona na 3 800 zł. O 20 zł miesięcznie różniły się zarobki osób znających języki niemiecki i rosyjski - płacono za nie kolejno 3 520 zł i 5 500 zł. Pierwszą piątkę zamykał litewski. - Wynagrodzenie mówiących w tym języku było wyższe o 21 proc. niż mediana płac w 2010 roku (3 500 zł).

Co ciekawe, znajomość niektórych "niestandardowych" języków nie owocowała płacami powyżej mediany dla ogółu uczestników badania. Przykładowo, władający duńskim mogli liczyć na zarobki rzędu 3 450 zł brutto, czyli o 50 zł poniżej mediany - tłumaczy Semeniuk.

Język obcy lepszy niż paszport

Dobra znajomość języków obcych jest również przepustką do pracy za granicą zgodnej z naszymi aspiracjami i wykształceniem. Od tego roku realne staje się otrzymanie posady na rynku niemieckim, austriackim lub szwajcarskim, które słyną ze stabilnej sytuacji i dobrych wynagrodzeń.

- W maju 2011 roku mija okres przejściowy, po którym dla Polaków otworzą się wszystkie rynki pracy krajów unijnych, a także Szwajcarii. Fachowcy sprawnie posługujący się specjalistycznym językiem danej branży z pewnością będą mile widziani w każdym państwie - komentuje Magdalena Szajnóg z LingoLab.pl. Jej zdaniem na szczególną uwagę zasługuje rynek austriacki ze względu na dużą ilość planowanych w przyszłości inwestycji.

Niestety, samo posługiwanie się językami obcymi nie jest w stanie zagwarantować nam zatrudnienia i wysokiej pensji. - Ich znajomość zawsze warto poprzeć ukierunkowanym wykształceniem. Płynny francuski do niczego nam się nie przyda, jeżeli nie będziemy wiedzieli, co z jego pomocą będziemy chcieli robić - zauważa Belczyk.

żródło: gazetapraca.pl

Zarobki rosną dzięki językom
czwartek, 16.09.2010

Znajomość angielskiego to dzisiaj już standard. Drogę do kariery i wyższej pensji otwierają chiński, szwedzki, arabski i niderlandzki. Podwyżki nie mogą spodziewać się ci, którzy biegle władają białoruskim czy greckim - precyzuje "Dziennik Gazeta Prawna"


Dlaczego akurat grecki jest na cenzurowanym? Odpowiedź jest prosta - firm z greckim kapitałem jest w Polsce niewiele.

Bardzo ceni się natomiast osoby znające język chiński. Dla jednej z firm, której na takiej osobie zależało, head-hunterzy poszukiwali odpowiedniego kandydata pół roku.

Z raportu firmy Sedlak&Sedlak, opracowanego na podstawie Ogólnopolskiego Badania  Wynagrodzeń 2009, wynika że wzrost wynagrodzenia wynikający ze znajomości języków obcych jest tym wyższy, im wyższe stanowisko zajmuje dana osoba.

Szeregowy pracownik, który zna trzy języki, zarabia zaledwie 450 zł więcej od swego "niemego" kolegi na takim samym stanowisku. Ale już dyrektor, który włada trzema językami zarabia ponad 10 tys. zł więcej od swego kolegi, który mówi jedynie po polsku.

Pracownik znający chiński zarabia ok. 8 tys. zł miesięcznie. Władający szwedzkim - 6,95 tys., arabskim - 6,75 tys., niderlandzkim - 6 tys., a greckim - zaledwie 2,95 tys. Czyżby ci, którzy uczyli się greki "zrobili się w Greka"?


Źródło: INTERIA.PL/PAP